Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy czym właściwie jest miłość... Oczywiście codziennie mogę zauważyć uczucie pomiędzy mną a rodzicami, czy siostrą. Jednak jeszcze nigdy dotąd nie zetknęłam się z motylkami w brzuchu i przyśpieszonym tętnem. Znajomości, które zawierałam, były często bardzo powierzchowne i ulotne. Nigdy nie przywiązywałam się do napotkanych chłopaków. Ale ostatniego czasu "ktoś", nazwijmy go Panem A. wszystko zmienił...
Pamiętam jak zazdrościłam mojej koleżance łez, tak właśnie łez, które wylewała z powodu złamanego serca. Można pomyśleć, że to głupie, nierozsądne zazdrościć komuś nieszczęścia, ale ja po prostu wolałabym czuć smutek niż nie czuć niczego. Uczucie pustki zawsze mnie przerażało, czemu nie mogłam kogoś po prostu pokochać? Czemu byłam taka obojętna?
Pan A. nauczył mnie spoglądać na świat z innej perspektywy, przez pryzmat różowych okularów i waty cukrowej. Sprawiał, że wszystko było piękne, że herbata była bardziej słodka, komedia śmieszniejsza a historia ciekawsza. Dzień bez Pana A. był dniem straconym. Właściwie nie wiem kiedy i gdzie potknęliśmy się o nieszczęście... Czar prysł, zaklęcie przestało działać. Oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej i bardziej. Jednak wbrew pozorom wraz z upływem czasu powoli zaczęłam sobie zdawać sprawę, jak bardzo go potrzebuję. Moja chęć przebywania z nim kłóci się z tym, że praktycznie nie potrafimy już ze sobą rozmawiać. Z jednej strony mam ochotę rzucić się na niego, a z drugiej boję się jego kontaktu, wzroku... Jestem tchórzem, który nie potrafi walczyć o swoje. Czyż nie jest tak, że gdy się kogoś kocha, pozwala mu się podjąć decyzję i odejść?
"So tell me when you hear my heart stop, You’re the only one who knows..."